Działalność literacka

Poza fascynacją medycyną od kilku lat z upodobaniem uprawia publicystykę medyczną. Ma za sobą również udane próby pisania wierszem. Część utworów poetyckich zostało opublikowane w kolejnych trzech wydaniach albumu ARS VITAE, wydawanego przez Warmińsko-Mazurską Izbę lekarską (…..) .

Przygoda literacka zaczęła się wcześnie, bo już w ramach solidnej humanistycznej edukacji w Liceum nr 1 w Olsztynie.

Z powodzeniem uległa ponownemu rozbudzeniu i rozwojowi wraz z otrzymaniem zawodowego zadania zorganizowania i redagowania pierwszej gazety informacyjnej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie – „Puls Szpitala”. Obecnie jest członkiem Zespołu Redakcyjnego Biuletynu Lekarskiego Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej, publikuje tam swoje cykliczne felietony, okresowo trafiające na łamy Gazety Lekarskiej. Aktywnie uczestniczy w życiu artystycznym lekarzy regionu Warmii i Mazur, w czym wydatnie pomaga jej funkcja Przewodniczącej Komisji Kultury i Sportu Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej.

Kliknij na tytuł, aby rozwinąć felieton.


Dr Internet – globalna konkurencja Goździkowej

Po latach kwitnącej prosperity w dziedzinie doradztwa zdrowotnego dla Polaków enigmatycznej Goździkowej, której, nota bene, nikt nie widział i nie słyszał, czuć powoli nadchodzące zmiany. Tajemnicza Goździkowa, która pokrętnie kształtowała upodobania rodaków co do zażywania tych bądź innych leków przeciwbólowych, a tym samym, generując ich rekordowe spożycie w naszym kraju, posiadała niesłabnący wpływ na strukturę finansową rynku farmaceutycznego (spryciara!), stanowiła prawdziwe guru dla naszej rodzimej populacji. Niegdyś jej niezagrożona pozycja lidera ostatnimi czasy mocno się zachwiała. Cóż, rynek kieruje się swoimi prawami, jest wymagający, zmienny, nawet w temacie wirtualnych doradców medycznych Polaków, a ci ostatni uwielbiają samodiagnozowanie i samoleczenie, zgodnie z powiedzeniem „Polaku, lecz się sam”. Dziś nie wystarcza już obecna w zasięgu ręki nie wiadomo gdzie Goździkowa, która WIE WSZYSTKO, dziś prawdziwe triumfy święci nijaki dr Internet.

To już nie przelewki. O ile zasięg wpływów Goździkowej był jedynie ogólnopolski, to dr Internet jest nieopanowanym, globalnym rekinem opiniotwórczym na całym świecie, choć domniemam, że w Polsce, z racji upodobania do samoleczenia, jest szczególnie popularny.

Dr Interneta (nie bez kozery użyłam tej formy), tak jak Goździkowej, nikt nie widział i nie słyszał. Gabinet lekarski ma nie wiadomo gdzie, specjalizację ma nie wiadomo jaką, a więc, w domyśle dla niektórych prosto rozumujących, jest specjalistą wszech nauk. Prawdziwy geniusz! A jak się ustawił! Za gabinet czynszu nie płaci, o podatkach nie słyszał, co więcej, nie ściga go żaden urząd skarbowy. Instytucja prokuratora z tytułu odpowiedzialności zawodowej nigdy do niego nie dotarła, a o kładących rozporządzeniach NFZ i refundacjach leków nigdy nie słyszał. Ma globalną wolność i jest całkowicie bezkarny. Do tego zbiera krocie z wpływu gotówki za reklamy leków, zamieszczanych przez reklamodawców na najczęściej odwiedzanych portalach internetowych. Szczęściarz czy lawirant?

Moje spotkania z „praktyką dr Interneta” zawsze budziły we mnie mieszane uczucia. Był w tym bunt zawodowy przed brakiem profesjonalnego postępowania pacjenta z informacją zdrowotną, był podziw dla możliwości globalnego przesyłania informacji (zalety w profilaktyce chorób) i jednocześnie zdziwienie, jak silny i obezwładniający wpływ na świadomość i podświadomość moją media, w tym najsilniejsze współczesne medium – internet (…).[/accor_block]

Lekarz w szponach ślepej Temidy,czyli ciemne sprawki SYSTEMU

Odnoszę wrażenie, że opaska na oczach bogini Temidy to nie tylko odwieczny symbol obiektywnego wyroku sądowego, ale też szczelne narzędzie do „niezauważania” lub „niebrania pod uwagę” żadnych okoliczności łagodzących, poczucia realiów oraz systemu opieki zdrowotnej, w której porusza się specyficzny podejrzany jakim jest lekarz.

Lekarz musi być klasycznie, niezmiennie oddany swej misji i tego faktu nie zmienia nawet… wciąż zmieniający się świat. Musimy więc być uśmiechnięci, chociaż nie raz chce się nam nad warunkami, w których pracujemy, zapłakać. Oczekuje się od nas tego, byśmy byli wypoczęci, choć na wypoczynek nie dostaje się nam żadnej szansy. Musimy w pracy w każdym momencie zachować bystrość umysłu, bez względu na porę dnia i nocy, choć cały SYSTEM i chaos wokół nas wymusza szum informacyjny i absolutnie nie sprzyja skupieniu. A że w takich warunkach łatwiej o błąd lekarski? To już martw się, doktorze, sam! Ostatecznie czeka ciebie, i tylko ciebie, randka w cztery oczy z tą wiekową i dostojną damą o pięknie brzmiącym imieniu Temida. I nie licz na współczucie! Przez wieki, stojąc na różnych kamiennych cokołach przed budynkami sądowymi, całkowicie skamieniało jej serce (…).

Emigracja lekarzy – gwóźdź do trumny systemu

Ostatni wyjazd do Londynu w celach szkoleniowych nasunął mi bolesną refleksję o masowej emigracji Polaków w celach zarobkowych. Na ulicach tego pięknego miasta, całkiem niedaleko od Polski, zupełnie swobodnie można porozumieć się w rodzimym języku. Wystarczy głośno krzyknąć: „Czy jest tu jakiś Polak?” – zaraz się ktoś odezwie: „Jest, jest!”.

Emigruje z kraju część społeczeństwa o najwyższym potencjale – sprytni, zdolni, rozwojowi, w wieku rozrodczym. W Anglii i innych miejscach na świecie zarabiają, płacą podatki, rodzą dzieci, żyją… Żyją dobrze. Lepiej niż w Polsce. Jednak często wykonują prace podrzędne i usługowe – ot, tania siła robocza w systemie światowej gospodarki. Emigracja zarobkowa dotyczy niestety również inteligencji polskiej. Dzieci wielu moich kolegów studiują za granicą na dobrych uczelniach, z resztą uzyskując tam świetne wyniki, nie deklarując chęci powrotu do Polski po studiach. Cena rozłąki i uchodźctwa wydaje im się nie przeważać szali zysków, jakie stają się ich udziałem podczas studiów i pracy za granicą.

Emigrują coraz częściej lekarze. Naczelna Izba Lekarska szacuje, iż z kraju wyjechało przez ostatnie 10 lat ponad 4 tysiące lekarzy (…).

Walka to męska rzecz – ze skalpelem lub bez

Powrót z tegorocznych wakacji przytłoczył mnie zupełnie i przygniótł do ziemi. Zewsząd dobiegały mnie, jak złowieszcze odgłosy bębnów w buszu, informacje o zawałach serca (lub rzadziej udarach mózgu) moich kolegów – lekarzy zabiegowców albo tych z życiorysem dyrektorskim. A przecież to ludzie na obecne czasy młodzi biologicznie, w kategorii wiekowej 40+, przed nimi powinny dopiero się rozpościerać najpiękniejsze, spełnione i satysfakcjonujące lata życia. Wszak jesteśmy genetycznie zaprogramowani na przeżycie ponad 100 lat!

Cóż, zawał to dotychczas była „choroba dyrektorska”, a czy teraz już zasługuje na miano „choroby lekarskiej”?

Przewlekły stres, wieczny pośpiech i napięcie, obcowanie ze śmiercią i chorobą, narażenie na roszczenia pacjentów i dochodzenia sądowe, fatalna organizacja pracy, brak czasu na regenerację i odreagowanie codziennego obciążenia mózgu i ciała – wszystko to robi swoje i zbiera tragiczne żniwo. Z upływem czasu trzeba za nie zapłacić cenę zdrowia, a oby nie…życia.

A wszystkiemu winien TESTOSTERON – odwieczny hormon WALKI (…).

Gorzka pigułka lekarskiego macierzyństwa


Kiedy test ciążowy zabarwia się na czerwono przeciętną kobietę w takiej sytuacji nagle przytłaczają myśli pełne lęku: „Co ja mu powiem? Czy się ucieszy? Czy dziecko będzie zdrowe? Skąd wezmę pieniądze na wózek i wyprawkę?” Jednak kobieta-lekarz najczęściej ma zupełnie inne problemy i jej myśli zasadniczo różnią się od tych nie-lekarskich: „Kiedy skończę specjalizację?! Kto się zlituje i weźmie za mnie nocne dyżury?! Co będzie, jeśli będę musiała pójść na zwolnienie lekarskie? Kto zastąpi mnie w pracy, przecież jestem na kontrakcie?” A jeżeli do tego ojcem dziecka jest lekarz, to pojawia się podwójny problem – nowe zadania i obowiązki w domu to też często opóźnienie w rozwoju zawodowym tej drugiej, męskiej połowy, choć w nieporównywalnie mniejszym stopniu, niż u kobiety-lekarza-matki – wszystko w jednym.   Łatwo wówczas o napięcia i konflikty, również na polu zawodowym, a o cierpiących ambicjach już nie wspomnę. Ciąża u kobiety lekarki to najczęściej opóźnienie w rozwoju zawodowym w stosunku do reszty „niedzieciatej” populacji lekarskiej obu płci o jakieś 2-3 lata minimum. Nie łatwo się z tym pogodzić. Te panie, które tej sytuacji nie akceptują, odkładają macierzyństwo na bliżej nieokreślone „później”. Tu zaś natrafiają na pułapkę biologiczną – kiedy pozdają już swoje specjalizacje, a czasami jeszcze obronią doktoraty (bo zdolne i inteligentne są nasze kobiety-lekarki), ich wiek biologiczny pogarsza szanse na szczęśliwe i udane macierzyństwo. Stop! Tu jest punkt egzystencjonalny całkowitego braku równouprawnienia!(…).

Wyścig szczurów do lamusa czyli głos pokolenia stażystów 2013


Coroczny kurs dla stażystów, którego jestem wykładowcą, organizowany w siedzibie Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej jest dla mnie od kilku lat okazją do śledzenia trendów pokoleniowych młodych lekarzy. Liczebność grupy stażystów, biorących w nim udział w danym roku oraz duża ilość wolnych miejsc na sali zawsze uświadamiała mi smutne dla regionu zjawisko migracji w atrakcyjne miejsca pracy, często za granice kraju, albo wręcz odwrotnie, piętrowe „zakotwiczanie się” na stałe absolwentów w ośrodku akademickim po zakończonych studiach. Gdzie było miejsce w tych zawirowaniach dla miasta Olsztyna i jego okolic? Porażała skromna „pula” młodych adeptów sztuki lekarskiej, z którą, używając języka sportowego, przyjdzie nam w przyszłości rozgrywać mecz o utrzymanie się w pierwszej lidze opieki medycznej w naszych szpitalach. Niepokój wzmagał się obserwując jednocześnie nieuchronne (niestety dla lekarzy też…) starzenie się i tak nielicznej populacji medyków na Warmii i Mazurach. W tym niechlubnym wyścigu wyprzedzało nas zawsze tylko jedno skromne województwo podkarpackie. Rekordowo niska liczba stażystów w naszym województwie sprzed 3-4 lat wynosiła ok. 25, liczba ta zwykle mieściła się w zakresie od 40 do 50 osób (stomatologia i lekarze medycyny). Nadzieją na poprawę tej dramatycznej statystyki była organizacja Wydziału Nauk Medycznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego z tą udokumentowaną przesłanką, iż decydująca ilość absolwentów kierunków medycznych wybiera pracę w ośrodku lub województwie, gdzie zakończyła edukację medyczną (…).

  • Tyle samo zła ile dobra
  • Dajcie mi żyć W oczekiwaniu na przeszczep

Tyle samo w nas zła, ile dobra

Dwie siły spierają się w nas co dnia

Szlifować charakter jak diament

Możesz, a możesz się przecież…

I poddać

 

Możesz dumny z potęgi umysłu

Przeskoczyć swoich słabości demony

A możesz w otchłani niemocy

Pogrążyć siebie i szanse…

                              Na wolność

Lekki i wolny od lęku

Możesz podążać przez życie zwycięsko

Zwalczywszy siebie i doły

A możesz swe lata nieliczne…

                                   Przepłakać

Tyle samo zła, ile dobra

Na wadze losu przynosi nam życie

Od was tylko zależy, kochani

Ile sobie z tego dobrego

Naważycie!

(moim pacjentom dedykuje)

 

Złamany chorobą wołam o życie

Przykuty do łóżka bezradny płaczę

Wyciągam ręce o skromną jałmużnę

Kto mi da dni parę, szczęśliwych i jasnych

 

Dajcie mi żyć, a powiem, czego nie powiedziałem

Dajcie mi żyć, a wyśpiewam pieśń chwalebną

Dajcie mi żyć, a naprawię swe błędy

Dajcie mi żyć, a naprawię… waszę!

Modlitwa codzienna

Za zasłoną potoku banalnych słów

Skrycie kwitą moje ogrody inności

Delikatnym uśmiechem pokrywam

Nicość szarej codzienności

Dla mnie chleb powszedni

To płacz nad motylem

A podróż w krainę marzeń

To zaledwie chwila

Ja wszędy żyję, gdzie dusza wiruje

I tak brzmi moja modlitwa codzienna

Byś, O Panie, wybaczył wszelkie me winy

Bom jedynie na wyspie mej duszy Piętaszek –

                                                                      Szczęśliwy.